Uważaj na głos w Twojej głowie, który mówi, że nie dasz rady - łże menda...

Relacja z ultramaratonu Tour de PoMorze 2019


Tour de PoMorze 2019, 27-28 lipca 2019, 700 km non-stop. Czwarty i ostatni w tym roku ultramaraton rowerowy z cyklu Pucharu Polski w Ultramaratonach Kolarskich.

Trasa: Świnoujście – Wolin – Kamień Pomorski – Trzebiatów – Kołobrzeg – Koszalin – Darłowo – Sławno – Polanów – Bobolice – Szczecinek – Czaplinek – Mirosławiec – Kalisz Pomorski – Choszczno – Barlinek – Kłodawa - Witnica – Dębno – Myślibórz – Banie – Gryfino – Szczecin – Stepnica – Wolin – Świnoujście.

mapka

Tradycyjnie rower do startu został przygotowany przez Rafała Wysockiego, właściciela RAV Serwis w Legionowie. Polecam ten serwis, lepszego nie znajdziecie! Rafał to człowiek z pasją. Dolan L’Etape z prostą kierownicą. Koła Fobos 2 złożone w firmie VeloTech (obręcze alu 30mm, piasty novatec, szprychy płaskie 24/28). Opony Continental GP 5000 rozmiar 25c. Napęd: korba 53/39, kaseta 11/25, nowe gripy piankowe. Przerzutki i hamulce wyregulowane. Wszystko działa wyśmienicie!

25 lipca 2019 roku

Pobudka 6:30. Prysznic, kawa, śniadanie, druga kawa i pakowanie auta. O godzinie 9:15 wyruszam z Chotomowa do Świnoujścia (667 km), gdzie mam zarezerwowany pokój w Hoteliku u Piotra (Świnoujście Warszów - nie będę musiał przed startem, przemieszczać się promem, co pozwoli mi na dłuższy sen). Zdecydowałem się na podróż autostradą A2 do Świebodzina i drogą ekspresową S3 do Szczecina a dalej drogą krajową DK3 do Świnoujścia. To najdłuższa opcja ale zdecydowanie najszybsza.

O godzinie 16:45 docieram na miejsce noclegu. Na recepcji nie ma nikogo. Telefonuję pod numer z szyldu i miła Pani podaje mi kod do bramy wjazdowej oraz numer pokoju (klucze w drzwiach). Standard kwatery pracowniczej. Rozpakowuję auto, zjadam makaron i chwilę odpoczywam. Trzeba ruszyć kolana. Przebieram się w stój kolarski i o godzinie 18:37 ruszam ścieżkami rowerowymi na przejażdżkę.

plaza warszów

Najpierw na plażę Świnoujście – Warszów, potem na prom i dalej ścieżkami do Bistro Camp przy campingu Relax.

plaza niemcy

Uzupełniam elektrolity i jadę na wycieczkę rowerową do Seebad Ahlbeck w Niemczech. Robi się późno. Wracam na prom w Świnoujściu i o godzinie 21:37 docieram na kwaterę. Rozciągam się, biorę prysznic, chwilę odpoczywam i idę do pobliskiej Biedronki (czynne do 23:00) po produkty na kolację. Pieczywo, żółty ser, pomidor, serek wiejski, serek waniliowy, mleko, woda mineralna, izotonik chmielowy. Przed 23:00 jestem z powrotem na kwaterze, przygotowuję i zjadam kolację. Odpalam laptopa, przeglądam facebooka, wypijam izotonik i o północy kładę się spać.

26 lipca 2019 roku

Budzę się o godzinie 5:00. Nie potrzebuję dużo snu. Rozciągam się, biorę prysznic i robię sobie kawę z mlekiem. Odpalam laptopa i sprawdzam komunikaty na stronie internetowej ultramaratonu. Jest między innymi informacja o zmianie lokalizacji drugiego punktu kontrolnego PK2 (został przesunięty 500 metrów dalej na teren stacji paliw). Pliku GPX do nawigacji nie będę już przerabiał. Zapamiętam zmianę.

O godzinie 6:00 jadę autem do Lewiatana po zakupy na śniadanie. Pieczywo, wędlina, serek wiejski, serek waniliowy, płatki kukurydziane, pomidor, biszkopty, paluszki słone. Wracam na kwaterę, przygotowuję i zjadam śniadanie. Czas na drugą kawę i facebooka. Wrzucam post z informacją o moim jutrzejszym starcie z linkiem do monitoringu. Sypią się życzenia powodzenia. Bardzo wszystkim dziękuję! To porządny zastrzyk motywacyjny.

koło

Po godzinie 10:00 przebieram się w strój kolarski i ponownie jadę rowerem na wycieczkę do Niemiec. Na promie spotykam Andrzeja Hajduka, z którym w 2017 roku startowałem w jednej grupie na Pierścieniu Tysiąca Jezior. Rozmawiamy chwilę. Na promie jest kilku innych uczestników jutrzejszego ultramaratonu. Humory i pogoda dopisują. W drodze powrotnej udaję się do biura zawodów (Interferie Hotel Medical SPA) po pakiet startowy. Przed biurem spotykam bardzo sympatycznych Annę i Darka Młotek. Rozmawiamy chwilę i idę po pakiet startowy. Trzeba zdjąć buty kolarskie aby nie uszkodzić blokami parkietu. Witam się z całą ekipą obsługi, uścisk dłoni ze wszystkimi. Odbieram pakiet startowy, przymierzam koszulkę, którą każdy uczestnik ultramaratonu otrzyma, jeśli dojedzie na metę w limicie 50 godzin. Rozmawiam z Cezarym Dobrochowskim (Komandor) i Robertem Janikiem (Sędzia główny oraz Kierownik startu i mety).

Wychodząc, spotykam Ewę i Tomka Gapińskich, Iwonę Jankowską, Andrzeja Hajduka i wielu innych uczestników. Ewa i Tomek zawsze przynoszą mi szczęście przed startami w ultramaratonach. Jest bardzo wesoło ale czas się zbierać.

obiad1

Godzina 13:00 - czas obiadu. Jadę do Bistro Camp na campingu Relax na kolarski obiad. Kasza, nuggetsy, kalafior, surówka i izotonik.

Zbieram się na kwaterę. Jadę na prom. Po zejściu z promu spotykam Zbigniewa Krefta. Chwilę rozmawiamy. O godzinie 14:50 docieram na kwaterę, zostawiam pakiet startowy, chwilę odpoczywam i wracam do biura zawodów na odprawę przedstartową. Na odprawie Komandor Cezary Dobrochowski przekazał nam wszystkie ważne informacje i życzył bezpiecznego powroty na metę ultramaratonu. Na zakończenie głos zabrał Henryk Huzar, który przekazał wszystkim informacje, że podzcza tegorocznego ultramaratonu Piękny Zachód 1001 km Non-Stop zostaną rozegrane Mistrzostwa Polski w Ultramaratonach Kolarskich. Następnie rozdał immiene zaproszenia na te zawody dla 30 zawodników (pierwsza dwudziestka Pucharu Polski w Ultramaratonach Kolarskich oraz dziesięć "dzikich kart"). Zostałem zaproszony. Dziękuję, to bardzo miłe wyróżnienie. Przed i po odprawie rozmowy ze współuczestnikami zawodów (m. in.: Cezary Urzyczyn, Ireneusz Szymocha, Ewa i Tomek Gapińscy, Mirek Czapliński, Adam Kałużny, Krzysztof Miłosz). Po odprawie podpisuję listę startową.

O godzinie 18:00 start honorowy i przejazd ulicami Świnoujścia w asyście Policji (razem z Masą Krytyczną).

Wracam na prom i o godzinie 18:45 docieram na kwaterę. Pojawiły się nowe rowery szosowe w korytarzu. Okazuję się, że z tego samego noclegu korzystają: Marian Kołodziejski, Zbigniew Kreft i Krzysztof Knaś. Chwila rozmowy. Przebieram się i idę do Biedronki zrobić zakupy na kolację i śniadanie przedstartowe. Pieczywo, woda mineralna, izotonik, serki wiejskie, serki waniliowe, Coca-Cola (4x0,5l). Wracam na kwaterę.

nr startowy1

Pora rozpocząć przygotowania do jutrzejszego startu. Wybieram ubrania na start, ma być ciepło, szykuję - najlepsze bibsy na świecie od przemekzawada.com, potówkę, koszulkę BBT (przypinam numer startowy), skarpety, buty SPD, kask (naklejam numer startowy i odblaski), okulary przeciwsłoneczne.

Przygotowuję rower do startu - montuję na ramie numer startowy, montuję na ramie powerbank, naklejam na ramę odblaski, pakuję torbę podsiodłową (2 dętki, łatki, łyżki, mini pompka, izolacja, zapasowy hak przerzutki, multi klucze, klucz do szprych, nyple, wentyle, kawałek papieru toaletowego, dowód osobisty, pieniądze), montuję oświetlenie (modyfikowana latarka Convoy s2 na przód, mocna lampka 0,5 W na tył).

marszrutaTDP2019

Naklejam na ramę opis trasy i punktów kontrolnych. Montuję Garmina Edge 500 i „analogowy” stary licznik sigmy (kiedy Garmin wyświetla ścieżkę, nie widzę parametrów jazdy, prędkości, dystansu…). Napełniam bidony izotonikami. Dobijam ciśnienie w oponach do 8,5 barów i rower gotowy do startu.

Przygotowuję przepaki, które będą dostępne:

> przepak nr 1 na PK w Szczecinku, na 302 kilometrze trasy,
> przepak nr 2 na PK w Witnicy, na 518 kilometrze trasy.

Przepak nr 1: (prognozy pogody zapowiadają burze) ochraniacze przeciwdeszczowe na buty, kurtka przeciwdeszczowa, potówka na długi rękaw, nogawki, koszulka, jasne okulary, dwie półlitrowe Coca-Cole, dwa batony z witaminami i mikroelementami.

Przepak nr 2: (noc ma być ciepła) potówka na długi rękaw, koszulka, czapka pod kask, buff, bluza, dwie półlitrowe Coca-Cole, dwa batony z witaminami i mikroelementami, zapasowy powerbank, zapasowy akumulator do latarki.

O godzinie 22:30 kończę przygotowania sprzętowe. Czas zadbać o siebie. Prysznic, a potem... obżarstwo… kanapka z żółtym serem i wędliną, serek waniliowy z płatkami kukurydzianymi, paluszki słone, biszkopty, izotonik na dobry sen. Nastawiam budzik na godzinę 6:00 i o godzinie 23:00 kładę się spać.

27 lipca 2019 roku

Budzę się przed budzikiem o godzinie 5:40. Rozciąganie, prysznic, kawa z mlekiem. Przygotowuję i zjadam śniadanie: serek waniliowy z płatkami kukurydzianymi, kanapka z żółtym serem i wędliną, serek wiejski, kawa z mlekiem. Dopycham się biszkoptami i paluszkami słonymi. Przebieram się w przygotowany wieczorem strój kolarski. Smaruję się kremem z filtrem UV. Pakuję do kieszonek: wiatrówkę, batona, banana, telefon w torebce strunowej, mała Coca-Cola w puszce. Książeczkę ultramaratonu do zbierania pieczątek na punktach kontrolnych wkładam pod koszulkę (w torebce strunowej). Smaruję łańcuch. Zabieram przepaki (dwa worki), zostawiam kluczyki na recepcji. O godzinie 7:15 wyruszam rowerem na miejsce startu ultramaratonu (Rampa promu Bielik w Świnoujściu). Po trzech minutach jazdy jestem na miejscu. Witam się z organizatorami. Oddaję przepaki. Rozmawiam z organizatorami i współuczestnikami. O godzinie 7:40 idę na stanowisko montażu urządzenia monitorującego pozycję GPS. Po chwili urządzenie zostało zamontowane i aktywowane. Od teraz moją kropkę widać na mapie monitoringu. Mój numer to dwójeczka.

start11

fot. Roman Maserak

Przechodzę na linię startu. Zostałem przydzielony do pierwszej grupy startowej w składzie: Cezary Urzyczyn, Edward Radzikowski, Łukasz Kreft, Marian Kołodziejski, Jerzy Pikuła, Paweł Bieniewski.

start1

Czas na zdjęcia i rozmowy przedstartowe. Wykonuję telefon do żony. Jestem gotowy do startu. Najważniejsze wrócić w zdrowiu do domu! Maraton to tylko zabawa. W domu czeka na mnie to co najważniejsze w życiu – Rodzina.

Punktualnie o godzinie 8:00, Cezary Dobrochowski daję nam sygnał do startu. Pogoda dopisuję, jest ciepło ale nie upalnie, wiatr wschodni, prosto w twarz, na razie nieduży. Jedziemy razem w sześć osób, współpraca układa się wzorowo. Czarek zaproponował krótkie szybkie zmiany. Działa to znakomicie, mimo niesprzyjającego wiatru średnia prędkość ponad 34 km/h. W Wolinie na moście obrotowym przejazd jest otwarty (rok wcześniej na BBT miałem tutaj kilkunastominutowy postój). O godzinie 9:25 docieramy do Kamienia Pomorskiego, gdzie zaliczamy mały błąd nawigacyjny ale szybko wracamy na właściwą ścieżkę. Z czasem wiatr przybiera na sile ale tempo nie spada. Zjadam batona.

O godzinie 10:13 dojeżdżamy do PK-1 w Cerkwicy na 75 kilometrze trasy. Szybki podpis listy, pieczątka, tankowanie bidonu, arbuz, banan, pół słodkiej bułki, baton do kieszonki i ruszamy w sześciu dalej. Współpraca jest wzorowa, jedziemy po zmianach. Robi się bardzo ciepło. Wzmaga się wiatr, cały czas niekorzystny ale tempo cały czas bardzo duże. Przez Trzebiatów na 87 kilometrze trasy przelatujemy bez utrudnień (Święto Kaszy). Przed Kołobrzegiem trasa skręca na północ. Boczny wiatr wymusza jazdę wachlarzem. O godzinie 11:27 docieramy do Kołobrzegu. Ruch nie jest bardzo duży. Za miastem trasa wiedzie na wschód, więc znowu mamy wiatr czołowy. Tempo cały czas bardzo wysokie.

O godzinie 11:53 dojeżdżamy do PK-2 w Ustroniu Morskim na 127 kilometrze trasy. Szybki podpis listy, pieczątka, tankowanie bidonów, baton, arbuz, banan i ruszamy w sześciu dalej. Współpraca jest wzorowa, jedziemy po zmianach. Zjadam banana. Wiatr cały czas silnie wieje w twarz. Jest ciepło ale nie upalnie. Tempo bardzo duże, średnia nadal ponad 33 km/h. Coraz więcej samochodów. Zanosi się na deszcz. O godzinie 12:51 dojeżdżamy do Koszalina na 154 kilometrze trasy. Dogania nas grupa pościgowa złożona z bardzo mocnych zawodników: Paweł Brodziński, Arek Robak, Adrian Andrzejczyk i Krzysztof Lech. Jedziemy w dziesięciu.

W Koszalinie trasa wiedzie lekko pod górę. Zaczyna padać deszcz. Początkowo delikatnie a za moment prawdziwe oberwanie chmury. Nic nie widać. Okulary zaparowane. Na jezdni rzeka wody, nie widać dziur, nie widać nawigacji. Z pod kół samochodów fontanna wody. W uszach szum ulewy, nic nie słychać. Temperatura spada do 20 stopni Celsjusza. Na dobrą sprawę powinniśmy się zatrzymać. Tymczasem przyspieszamy, ponieważ zaczął się zjazd. Nikt nie odpuszcza. W tych warunkach prowadząca dwójka: Paweł Brodziński i Marian Kołodziejski przejeżdżają skręt w lewo, reszta skręca prawidłowo i zostaje nas ośmiu. Intensywnie pada przez pół godziny. Kiedy przestało lać, moczy nas cały czas fontanna wody spod kół. To trudny moment, robi mi się zimno a w dłoniach pojawiają się „prądy”. To mało przyjemne. Z czasem robi się cieplej i od razu lepiej się jedzie. Zaczynam przesychać. Zjadam batona.

O godzinie 13:44 dojeżdżamy do PK-3 w Bukowie Morskim na 182 kilometrze trasy. Szybki podpis listy, pieczątka (książeczkę mam zamoczoną, nie zamknąłem torebki strunowej na ostatnim PK), tankowanie bidonów, pół porcji makaronu, baton. Wypijam małą Coca-Colę z kieszonki. Dogania nas Paweł Brodziński i w dziewięciu ruszamy dalej. Wyjeżdżając z punktu mijamy Mariana Kołodziejskiego, który miał problemy nawigacyjne i został z tyłu. Na punkcie zdążyłem wyżymać skarpety, od razu lepiej się kręci (buty mam już mocno rozciągnięte i jadę w skarpetach frote, które niestety trzymają dużo wody).

Wyszło słońce robi się ciepło, przesycham. O godzinie 14:13 dojeżdżamy do Darłowa. Na 215 kilometrze trasa skręca na południe. Teraz będziemy mieli boczny wiatr. Zaczyna się jazda wachlarzem. Na 225 kilometrze trasy znowu zaczyna padać deszcz, mniej intensywnie ale robi się równie nieprzyjemnie. Znowu mokry. Nie poddajemy się jednak i tempo cały czas jest bardzo mocne. Pojawia się sporo krótkich podjazdów, na których bardzo mocne zmiany daje Arek Robak. Z grupy odpadają: Edward Radzikowski i Krzysztof Lech. Zostaje nas siedmiu. Deszcz przestaje padać, zaczyna świecić słońce. Trochę przesycham.

O godzinie 15:49 dojeżdżamy do PK-4 w Polanowie na 246 kilometrze trasy. Przed wjazdem na punkt kontrolny dwóch uczestników z naszej grupy nie ustąpiło pierwszeństwa przejazdu na skrzyżowaniu co dostrzegł Cezary Dobrochowski i „obdarował” ich regulaminową karą czasową. Szybki podpis listy, pieczątka, arbuz, banan, baton i ruszamy w siedmiu dalej. Za punktem rozpoczyna się podjazd, mocno się rozgrzewam. Za 262 kilometrem trasa skręca na południowy zachód, wiatr zaczyna pomagać. O godzinie 16:42 docieramy do miejscowości Bobolice. Trasa znowu skręca na południe i znowu zmagamy się z bocznym wiatrem. Za Bobolicami znowu dopada nas ulewa! Oberwanie chmury. Jedzie się naprawdę ciężko ale tempo nie spada. Współpraca jest wzorowa. Po ok 30 minutach przestaje padać i zaczyna świecić słońce. Robi się ciepło. Przesycham. Przed punktem kontrolnym popełniamy mały błąd nawigacyjny ale szybko wracamy na właściwą ścieżkę.

O godzinie 17:42 dojeżdżamy do dużego PK-5 w Szczecinku na 303 kilometrze trasy. Szybki podpis listy i pieczątka. Na punkcie kontrolnym są przepaki. Mam coca-colę. Pierwszą wlewam do bidonu, drugą wypijam. Zjadam ciepły makaron. Zakładam potówkę na długi rękaw, nogawki i ochraniacze przeciwdeszczowe na buty. Zmieniam okulary na „jasne”. Podłączam power bank do Garmina. Działa! Montuję latarkę. Tankuję drugi bidon i ruszam dalej. Grupa się zebrała szybciej i muszę chwilę gonić. Za moment dołączam do grupy i jedziemy dalej w siedmiu. Współpraca się układa, kręcimy w bardzo dobrym tempie. Za Szczecinkiem trasa skręca na południowy zachód. Wiatr powinien pomagać ale nie bardzo to odczuwam, może osłabł albo zmęczenie daje znać o sobie. O godzinie 19: 15 dojeżdżamy do Czaplinka. Temperatura zaczyna lekko spadać. Jedzie się w miarę komfortowo. Grupa współpracuje wzorowo.

O godzinie 20:04 dojeżdżamy do PK-6 w Mirosławcu na 375 kilometrze trasy. Szybki podpis listy, pieczątka, tankowanie bidonów, banan, baton do kieszonki. Ruszamy dalej w siedmiu. Współpraca się układa, kręcimy w dobrym tempie. Każdy daje na ile go stać, tempo jest bardzo dobre. O godzinie 20:35 docieramy do Kalisza Pomorskiego. Temperatura spada do 19 stopni Celsjusza. Jest komfort termiczny. Szykuje się ciepła noc. Ściemnia się, odpalamy lampki.

O godzinie 22:04 dojeżdżamy do PK-7 w Zamęcinie na 437 kilometrze trasy. Szybki podpis listy, pieczątka, tankowanie bidonów (woda z sokiem), banan, baton, kawa z mlekiem i w siedmiu ruszamy dalej. Współpraca się układa, jedziemy po zmianach. Tempo cały czas wysokie. O godzinie 22:53 docieramy do Barlinka a przed północą mijamy Kłodawę.

28 lipca 2019 roku

Do punktu kontrolnego w Witnicy jedziemy prawie kilometr po bruku. Nadgarstki i tyłek dostają wycisk.

O godzinie 00:45 dojeżdżamy do dużego PK-8 w Witnicy na 516 kilometrze trasy. Na punkcie jest serwis rowerowy, proszę o nasmarowanie łańcucha. Nareszcie napęd ucichnie. Deszcze wypłukały całkowicie smar i łańcuch strasznie „jęczał”. Szybki podpis listy i pieczątka. Na punkcie kontrolnym są przepaki. Mam coca-colę. Pierwszą wlewam do bidonu, drugą wypijam. Zjadam ciepłą zupę pomidorową z makaronem oraz kawałek kotleta z piersi kurczaka z ziemniakami i surówką. Wypijam kawę. Zmieniam akumulator w latarce i po chwili w siedmiu ruszamy dalej. Znowu po bruku. Następny punkt kontrolny dopiero za sto kilometrów. Za punktem kontrolnym trasa skręca na północ ale nie ma to większego znaczenia ponieważ wiatr mocno osłabł. Pogorszyła się jakość asfaltów. Sporo dziur, trzeba uważać, żeby nie złapać kapcia. Tempo trochę spada. Na 536 kilometrze trasy (przed Dębnem) wjeżdżamy na prawie czterokilometrowy odcinek starego bruku. To był bardzo wymagający odcinek. Miałem naprawdę dość. O godzinie 1:55 mijamy Dębno. Noc jest ciepła. Tempo wzrasta. O godzinie 2:40 mijamy Myślibórz.

Około godziny 4:00 na końcu szybkiego zjazdu w lesie wychodzi nam pod koła stado małych warchlaków. Prędkość około 40 km/h. O hamowaniu nie ma mowy. Każdy próbuję przejechać między młodymi dzikami. Niestety jeden wpada pod koło Czarkowi Urzyczynowi, odbija się i koziołkując wpada mi pod koło. Jakimś cudem utrzymujemy się na rowerach. Nikt się nie przewraca, nikt nie uszkodził roweru a młode dziki w panice uciekły do lasu. Na szczęście obyło się bez strat po obu stronach zdarzenia. Wyglądało to bardzo groźnie, mogło się skończyć naprawdę źle. Mocno się przestraszyliśmy. O godzinie 4:15 dojeżdżamy do Gryfina. Świta, robi się jasno, przychodzi zmęczenie spowodowane brakiem snu ale nie jest źle. Tempo jest solidne.

O godzinie 4:26 dojeżdżamy do PK-9 w miejscowości Czepino na 617 kilometrze trasy. Szybki podpis listy, pieczątka, tankowanie bidonu, arbuz, ciasto, banan, baton, kawa z mlekiem. Grupa się trochę rozsiadła. Czekam chwilę i w siedmiu ruszamy dalej. Jurek Pikuła i Łukasz Kreft przestają dawać zmiany. Dopada ich kryzys ale dzielnie trzymają koło. Pozostała piątka pracuje na zmianach. Tempo jest bardzo dobre. Przed kolejnym punktem kontrolnym Paweł Brodziński i Arek Robak wyliczają, że jeśli ograniczymy do minimum postój i mocno pociśniemy do mety to oni mogą złamać 24 godziny i ustanowić nowy rekord trasy. Zaczyna się więc szaleństwo. Tempo bardzo wzrasta.

O godzinie 6:37 dojeżdżamy do PK-10 w Stepnicy na 676 kilometrze trasy. Bardzo szybki podpis listy, pieczątka, tankowanie bidonu, arbuz, banan i w siedmiu ruszamy ostro w stronę mety. Zostało 54 kilometry, już niedaleko. Cała piątka daje bardzo mocne zmiany. Cały czas grubo ponad 30 km/h, W nogach już blisko 700 km a tu takie dzidowanie odchodzi. Współpraca wzorowa. Zaczyna wiać boczny wiatr, jeszcze nieduży ale już przeszkadza. Jedziemy wachlarzem. Na jednej ze zmian zaczynam czuć ból w prawym kolanie, na kolejnej ból robi się duży. Daje jeszcze dwie krótkie zmiany i dołączam do grupy trzymającej koło bez dawania zmian. Z każdym kilometrem ból narasta. Przed Wolinem wiatr mocno daje się we znaki. Zastanawiam się czy nie odpuścić jazdy w grupie, żeby nie zajechać kolana. Rozsądek mówi odpuść a diabełek ambicji mówi ciśnij. Niestety zwycięża ten drugi. Tak wygląda ciemna strona rywalizacji. W Wolinie trasa skręca na zachód, wiatr wieje w plecy. Tempo jeszcze bardziej wzrasta. Momentami ponad 40 km/h. Ale oni mają moc! Trzymam dzielnie koło ale ból jest nie do wytrzymania. Próbuję kręcić tylko lewą nogą ale przy tym tempie jest to niemożliwe. Obserwuję cały czas licznik. Ile jeszcze do mety? Zaciskam zęby, przeklinam w myślach i cały czas dociągam do koła. Nie poddaję się.

Wjeżdżamy do Świnoujścia. Dam radę! Przed metą na przejeździe kolejowym opuszczone rogatki. Zwalniamy, co za ulga. Zanim dojechaliśmy do przejazdu, rogatki się podnoszą. Za przejazdem skręcamy w lewo w stronę mety.

meta

fot. Roman Maserak

O godzinie 8:11 po przejechaniu 729 kilometrów dojeżdżamy (w siedmiu) szczęśliwi do mety w Świnoujściu. Jestem zmęczony ale mega szczęśliwy! Mimo trudności w końcówce udało się przyjechać w pierwszej grupie.

ksiazeczka 3

ksiazeczka 1

ksiazeczka 3

Oddaję do weryfikacji kartę kontrolną z pieczątkami. Część pieczątek mam na tylnej okładce książeczki, ponieważ strona z miejscami do ich wstawiania mocno zamokła. Weryfikacja przebiegła pomyślnie i pojawiam się na liście wyników.

tdp2019

Cza brutto: 24 godziny 11 minut. Czas netto: 22 godzin 16 minut. Średnia prędkość jazdy 32,8 km/h.

Według nieoficjalnych wyników:
2 czas przejazdu (ex aequo) w kategorii WSZYSCY.
2 czas przejazdu (ex aequo) w kategorii OPEN.

meta2

fot. Roman Maserak

meta3

fot. Roman Maserak

Lampka szampana, podziękowania za wspólną jazdę, wspólne zdjęcia. Telefon do żony i córki. Jestem szczęśliwy. Kolano przy chodzeniu nie boli ale o jeździe rowerem nie ma mowy. Zaprowadzam rower na kwaterę. Biorę prysznic. Zrzucam trasę z Garmina na Stravę i Endomondo i wracam pieszo na metę. Docierają kolejni zawodnicy. Paweł Miłkowski, potem Paweł Sojecki (obaj - kat. SOLO), Następnie duża grupa z Marianem Kołodziejskim, Zbigniewem Kreftem i Edkiem Radzikowskim a po nich Adam Kałużny i po chwili Dareus Młotek (obaj - kat. SOLO). Brawa i gratulacje! Zapraszam Czarka Urzyczyna na chmielowy izotonik w pobliskim dworcowym barze. Umawiamy się na obiad (dostaliśmy w pakiecie startowym talon na obiad w ośrodku Słowianin w Świnoujściu).

prom bielik

Wracam na chwilę na kwaterę zjadam serek wiejski i serek waniliowy i po paru minutach idę na prom i dalej do Słowianina na umówiony obiad. Rosół i kotlet schabowy z ziemniakami i surówką oraz kompot. Bardzo mi smakowało! Wracam na kwaterę. Trzeba się przespać odrobinę. Trzy godziny snu i o godzienie 19:40 wracam na metę ultramaratonu. Spotykam się z Mirkiem Czaplińskim i Adamem Kałużnym. Witamy Irka Szymochę, który właśnie wjechał na metę. Brawo! Chwilę rozmawiamy.

Zrobiliśmy się głodni. Przeprawiamy się promem na drugą stronę Świny i idziemy na kolejny obiad. Tym razem zjadam pierogi ruskie i wypijam izotonik. Wracam na kwaterę, po drodze robię zakupy w Biedronce. Przygotowuję i zjadam kolację. Kanapki z żółtym serem, wędliną i pomidorem Siadam na chwilę do laptopa. O godzinie 23:30 kładę się spać.

30 lipca 2019 roku

Budzę się przed godziną 6:00. Dzień rozpoczynam rozciąganiem. Kolano nie boli. Potem prysznic i poranna kawa z mlekiem. Siadam na chwilę do laptopa. Przygotowuję i zjadam śniadanie. Dwa serki wiejskie, serek waniliowy, płatki kukurydziane, kanapka z żółtym serem i pomidorem. Kolejna kawa z mlekiem. Chwilę odpoczywam. O godzinie 10:00 przebieram się w strój kolarski i jadę rowerem na metę ultramaratonu. Rozmawiam chwilę z organizatorami i idę na prom. Odbiór przepaków jest na campingu Relax. O godzinie 10:36 odbieram przepaki. Wrzucam wszystko w jeden worek i wracam na prom i metę ultramaratonu. Właśnie wjeżdża na metę ostatni zawodnik a chwilę po nim ostatnia zawodniczka ultramaratonu. Kilkanaście minut przed upływem limitu 50 godzin. Brawo!

Wracam na kwaterę zostawić przepaki. Ponieważ kolano nie boli, postanawiam zrobić rozjazd. Jadę do Międzyzdrojów. Niestety w Międzyzdrojach na podjeździe kolano daje znać o sobie. Spokojnie wracam do Świnoujścia na kwaterę. Chwilę odpoczywam, biorę prysznic i o godzinie 13.00 idę na prom. O godzinie 14:00 w Interferie Hotel Medical SPA odbędzie się wręczenie medali i uroczyste zakończenie ultramaratonu Tour de PoMorze 2019 oraz uroczyste zakończenie Pucharu Polski w Ultramaratonach Kolarskich.

medalTDP

puchar III

fot. Anna Młotek

Odbieram medal za ukończenie ultramaratonu a następnie z Czarkiem Urzyczynem odbieramy puchar za zajęcie III miejsca (ex aequo, Cezary Urzyczyn, Łukasz Kreft, Paweł Bieniewski). Zdecydowaliśmy aby organizatorzy przyznali nam jeden puchar, który przekażemy Łukaszowi a nam wystarczą zdjęcia z pucharem.

PPultra

fot. Anna Młotek

Odbieram puchar za zajęcie II miejsca w klasyfikacji generalnej Pucharu Polski w Ultramaratonach Kolarskich. Nie było podziału na kategorie SOLO i OPEN. Za naszą namową taki podział zostanie wprowadzony w przyszłym roku, co będzie rozwiązaniem bardziej sprawiedliwym. Nie da się porównać zmagań z dystansem w tych różnych kategoriach. To jednak dwie różne dyscypliny. Uzasadnionym jest zatem stwierdzenie, że zająłem drugie miejsce w kategorii OPEN.

Czarek Pawel

Po rozdaniu pucharów jest czas na rozmowy i sesje zdjęciową z medalami i pucharami.

Pora się zbierać. Dziękuję organizatorom za pracę przy maratonie. Mirek Czapliński podwozi mnie autem na prom, gdzie czeka już Czarek Urzyczyn z bagażem i rowerem. Przeprawiamy się promem. Czarek zostaje w porcie a ja idę po auto. Zajeżdżam na stację paliw, tankuję bak do pełna i jadę po Czarka. Pakujemy bagaże, rower i puchary.

Około godziny 17:00 wyruszamy ze Świnoujścia. Dobrze się jedzie, rozmowa umila nam czas podróży. W Szczecinie, zajęty rozmową przejeżdżam zjazd na drogę ekspresową S3 i jadę prosto za chwilę przekraczam Odrę i wjeżdżam do Niemiec. Dobrze, że zjazd jest za 7 kilometrów. Zawracam. Nadrobiliśmy przez moją nieuwagę ponad 30 kilometrów. Podobny błąd popełniłem przy zjeździe z drogi ekspresowej S3 na autostradę A2 w Świebodzinie. Na szczęście tym razem nadrobiliśmy tylko kilka kilometrów. Droga jest banalnie prosta a tu aż dwie pomyłki.

Dalej jedziemy już bez przygód i tuż przed północą docieramy pod blok Czarka. Pomagam mu zabrać się z pucharami pod drzwi bloku i zbieram się w drogę do Chotomowa.

31 lipca 2019 roku

Pół godziny po północy docieram do domu.

Gratuluję wszystkim, którym udało się ukończyć ten ultramaraton! Brawo! Gratuluję zwycięzcom poszczególnych kategorii. Gratuluję również tym, którym nie udało się ukończyć - graty za podjęcie próby.

Przy okazji wpadło kilkadziesiąt nowych gminy zaliczonych na rowerze. Stan na 28 lipiec 2019 roku - 641 gmin .

map s

Dziękuję współuczestnikom zmagań za wspólną jazdę. Dziękuję rodzinie za wyrozumiałość i wsparcie!!! Dziękuję Nice Flowers Olga Świderska za wsparcie. Dziękuję organizatorom za pracę włożoną w organizację ultramaratonu i super atmosferę.

Pozdrawiam wszystkich!!!


< WSTECZ